Wpis utrzymany w konwencji noir. Wszystkie podobieństwa do prawdziwych stron internetowych są zamierzone.
Deszcz bębnił o parapet mojego biura kiedy weszła. Właścicielka kwiaciarni z Barda. Zdenerwowana.
— Panie detektywie, dzieje się coś dziwnego. Konkurencja mnie wyprzedza. Wszyscy w okolicy mają nagle... dobre strony internetowe.
Zapaliłem lampę. To nie brzmiało jak przestępstwo.
— Dobre strony to nie zbrodnia, proszę pani.
— Pan nie rozumie. — Pochyliła się. — Rok temu wszyscy mieliśmy takie same strony. Brzydkie. Wolne. Nikt się nie wyróżniał, wszystkim szło tak samo. A teraz? Hydraulik z Dzierżoniowa ma stronę która ładuje się szybciej niż zdążę mrugnąć. Cukiernia dwie ulice ode mnie pokazuje się w Google na każde pytanie o torty. Nawet zakład szewski — ZAKŁAD SZEWSKI — dostaje klientów z internetu.
Zanotowałem. Coś tu nie grało.
— A pani strona?
Spuściła wzrok.
— Zrobiona w 2019. Przez siostrzeńca.
Znałem ten typ sprawy. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej.
Ślad pierwszy: hydraulik z Dzierżoniowa
Otworzyłem stronę hydraulika o 23:40. Stary nawyk — strony badam nocą, kiedy nikt nie patrzy.
Załadowała się zanim skończyłem sięgać po kawę. Podejrzanie szybko.
Sprawdziłem to co zwykle. PageSpeed — dziewięćdziesiąt osiem na sto. Zdjęcia w WebP. Żadnych zbędnych wtyczek które zwykle wiszą u takich stron jak pijawki.
Ale to nie prędkość mnie zatrzymała.
Na stronie głównej, w pierwszym akapicie, stało jak byk: „Hydraulik Dzierżoniów — awarie 24h, montaż, przeglądy. Dojazd w 40 minut na terenie Dzierżoniowa, Bielawy i okolic."
Jedno zdanie. Wszystko co klient chce wiedzieć. Wszystko co wyszukiwarka chce wiedzieć. Żadnego „witamy na naszej stronie internetowej poświęconej usługom hydraulicznym."
Ktoś to zaprojektował. Amatorzy tak nie piszą.
Ślad drugi: cukiernia
Cukiernia była twardszym orzechem. Strona ładna — ale ładnych stron jest dużo. Szukałem czegoś pod spodem.
Znalazłem o 1:15 w nocy, w kodzie źródłowym.
Dane strukturalne. Schema.org typu LocalBusiness, z godzinami otwarcia, lokalizacją, oceną. Do tego typ Product dla każdego tortu — z ceną, z opisem, ze zdjęciem.
Dlatego cukiernia pokazywała się w Google na każde pytanie. Nie miała szczęścia. Miała strukturę.
Zwykły wykonawca stron nie dodaje danych strukturalnych do tortów. Zwykły wykonawca nie wie że one istnieją.
Ten ktoś wiedział.
Ślad trzeci: szewc
Zakład szewski, rocznik strony 2026. Wszedłem tam spodziewając się niczego.
I prawie bym to przeoczył — bo to nie było na stronie. To było w tym, czego na stronie NIE było.
Żadnego suwaka ze zdjęciami które nikt nie ogląda. Żadnej sekcji „nasza misja i wizja." Żadnego licznika odwiedzin, żadnej muzyki, żadnego „strona w budowie" w zakładce która nie istnieje od trzech lat.
Była za to jedna rzecz której nie widziałem nigdy u szewca: sekcja z cenami. Flek — od 40 zł. Zelówka — od 90 zł. Rozciąganie obuwia — 50 zł.
Zadzwoniłem do szewca rano, podając się za klienta.
— Skąd pomysł żeby dać ceny na stronę?
— A, to nie mój pomysł — zaśmiał się. — Ci od strony powiedzieli że jak klient nie widzi ceny, to myśli że drogo, i idzie tam gdzie cenę widzi. Mieli rację. Telefonów mam dwa razy tyle.
Ci od strony.
Zaczynałem widzieć wzór.
Wzór
Rozłożyłem wszystkie trzy przypadki na biurku. Trzy różne branże. Trzy różne strony — żadna nie wyglądała jak pozostałe, żadnego szablonu, żadnej sztampy.
A jednak coś je łączyło. Nie wygląd. Sposób myślenia.
Każda z tych stron odpowiadała na pytania zanim klient zdążył je zadać. Każda ładowała się natychmiast. Każda mówiła konkretnie: co, gdzie, za ile. Każda była zbudowana tak, jakby ktoś najpierw zapytał: „czego szuka człowiek który tu trafia?" — a dopiero potem otworzył program graficzny.
To nie był przypadek. To była metoda.
Wróciłem do kodu źródłowego wszystkich trzech stron. Przeczesałem każdą linijkę. I w stopce cukierni, małym drukiem, znalazłem to czego szukałem:
Realizacja: studio.ifox.pl
Sprawdziłem hydraulika. To samo. Szewc — to samo.
Konfrontacja
Namierzenie ich nie było trudne. Strona — oczywiście — ładowała się natychmiast i mówiła konkretnie czym się zajmują. Zawodowa deformacja, pomyślałem.
Napisałem do nich wprost: prowadzę dochodzenie w sprawie serii podejrzanie dobrych stron internetowych w okolicach Ząbkowic Śląskich. Mam dowody że stoją za wszystkimi.
Odpowiedź przyszła po dwudziestu minutach:
„Przyznajemy się. Robimy strony które ładują się szybko, mówią konkretnie i przynoszą klientów. Działamy z premedytacją i nie zamierzamy przestać. Mamy też wspólników — każdy klient który zamiast »ładnej strony« chce strony która pracuje."
Zuchwali.
Raport końcowy
Wróciłem do kwiaciarki z raportem. Przeczytała. Zdjęła okulary.
— Czyli to nie jest nieuczciwa konkurencja?
— Nie, proszę pani. To jest uczciwa konkurencja. Najgorszy rodzaj. Oni po prostu mają lepsze strony.
Milczała chwilę.
— A ta moja strona od siostrzeńca...
— Proszę pani — powiedziałem, zamykając akta. — Ja bym na pani miejscu poszedł do tych od szewca. Skoro potrafią sprzedać flekowanie butów przez internet, kwiaty sprzedadzą się same.
Wyszła. Deszcz przestał padać.
Sprawa zamknięta. Sprawca znany, działa dalej, poszkodowanych brak — nie licząc stron zrobionych przez siostrzeńców.
Dopisek od sprawców:
Wszystkie „ślady" z tego dochodzenia to prawdziwe elementy naszej pracy: szybkość ładowania, dane strukturalne, konkretna treść z cenami, projektowanie od pytania „czego szuka klient."
Jeśli Twoja strona pamięta czasy sprzed pandemii albo robił ją ktoś z rodziny — zobacz co możemy zrobić →
Przyznajemy się do wszystkiego z góry.

