Ten internet znamy na pamięć. Baner z ciasteczkami w dolnym rogu. Przycisk „Czytaj dalej” po trzecim akapicie. Okienko z newsletterem dokładnie wtedy, gdy zaczynasz się wciągać.
To nie przypadek. Za każdym z tych miejsc stoją tysiące testów A/B, mapy cieplne i wykresy przewijania. Projektanci wiedzą, jak daleko dojedziesz kciukiem, zanim stracisz zainteresowanie. Strony upodobniły się do siebie, bo wszystkie uczyły się na tych samych ludziach.
Przewidywalność ma swoją cenę. Gdy wszystko jest tam, gdzie się spodziewasz, przestajesz patrzeć. Czytasz nagłówek, przelatujesz środek, szukasz przycisku. Strona staje się formularzem do wypełnienia, a nie miejscem, w którym coś się dzieje.
Zróbmy mały eksperyment. Poniżej jest przycisk. Ten tekst ma tylko jedną prośbę: nie klikaj go.
Eksperyment nr 1
Dziękuję. Większość czytelników w tym miejscu już kliknęła. Ty jesteś wyjątkiem, a to właściwie cała teza tego tekstu. Najciekawsze rzeczy w sieci dzieją się wtedy, gdy ktoś zrobi coś, czego żaden wykres nie przewidział.
Interfejs, który każdy rozumie w pierwszej sekundzie, rzadko zostaje w pamięci dłużej niż sekundę.Notatka z warsztatów Studio iFOX
Co dalej z przewidywalnym internetem
Nie chodzi o to, żeby każdą stronę zamieniać w grę. Chodzi o odwagę, by od czasu do czasu złamać wzorzec, który czytelnik zna na pamięć. Jeden nieoczekiwany moment potrafi zrobić więcej niż dziesięć poprawnych sekcji.

